Wczoraj w Kobiernicach gościł premier Donald Tusk. Jednak to jego pierwsza wizyta, przed tygodniem, wywołała w gminie Porąbka wiele emocji. Między innymi o nich rozmawiamy z wójtem Czesławem Bułką, który bez owijania w bawełnę mówi o trwających od lat zaniedbaniach, a także o ludziach, którzy na powodzi próbują zbić swój polityczny kapitał.
Redakcja: Panie Wójcie, która to już powódź w gminie Porąbka?
Czesław Bułka: Za czasów, kiedy jestem wójtem gminy Porąbka, czyli od niespełna 12 lat mieliśmy już sześć powodzi. Różne były skale tego zjawiska, bo raz były to gwałtowne opady miejscowe, innymi razy coś takiego, jak przeżywamy ostatnio, czyli spory kataklizm. Niestety, nasz teren jest bardzo narażony na powodzie. I zawsze po nich powstają ogromne straty finansowe na terenie gminy. Przeliczyłem, że w ciągu tej kadencji, na odbudowę i naprawy popowodziowe musieliśmy wydać jeden cały roczny budżet gminy. Ten budżet wynosi 34 miliony złotych, więc można sobie tylko wyobrazić, ile rzeczy można byłoby wybudować z tych środków na terenie gminy, gdyby nie niszczycielska siła wody. Musimy jednak robić wszystko, by to co zostało zniszczone przywracać do stanu użyteczności, a także dbać o to, by ograniczać skutki żywiołu na przyszłość. Nie możemy bowiem z założonymi rękoma czekać na to, co się zdarzy.
Redakcja: Mimo to nie brakuje głosów krytyki pod adresem władz gminy Porąbka. Dało się je słyszeć nawet w ogólnopolskich telewizjach, kiedy do gminy Porąbka po raz pierwszy przyjechał premier Donald Tusk.
Czesław Bułka: Odpowiem tak, w tej chwili część społeczeństwa jest dość dziwnie nastawiona do życia. Uważają, że im się wszystko należy. Wszystko im trzeba zrobić. Nawet przy powodzi, trzeba wszystko przynieść i zanieść. Część z tych „krytykantów” w trakcie powodzi nie przejmowała się tym, co się dzieje wokół nich, woleli w tym czasie udać się… do sklepu monopolowego. Tam ich widziano. Umieli za to pokazywać strażakom, gdzie trzeba układać worki, ale żaden z nich nie wziął do ręki łopaty, żaden nie nasypał piasku do worka. Nie wiedzieli nawet, że kawałek od nich zlokalizowany jest skład, gdzie były i worki i piasek, które potrzebne były do ratowania mienia. Akurat te osoby skorzystały z okazji, iż w naszej gminie przebywał premier i pojawili się dziennikarze. Wówczas publicznie pod moim adresem posypały się różne obelgi. Za to, że jest powódź, winnym oczywiście jest wójt. Że deszcz pada dwa tygodnie, też winny wójt. A tak naprawdę w budynkach tych, którzy tak bardzo narzekali woda nie przekroczyła 20 cm, zatem tym krzykaczom mogło zamoczyć co najwyżej… skarpetki. To, że nie było większej wody i gwałtownych podtopień to skutek tego, że na teren naszej gminy przywieziono dwie potężne pompy, które pracowały przez cały czas, aby wyciągać jak najwięcej wody. Ściągnięcie tych pomp było spowodowane faktem, iż na terenie Kobiernic są dwie potężne rozdzielnie wysokiego napięcia. One zaopatrują w prąd kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. Gdyby one zostały zalane, istniało realne zagrożenie, że te kilkadziesiąt tysięcy ludzi nie będzie mieć prądu przez dwa lub trzy tygodnie. W pierwszej kolejności ratowaliśmy więc przed zalaniem rozdzielnie, ale pompy posłużyły również ochronie wszystkich domostw. To, że były wylania było spowodowane przez działanie systemu zabezpieczeń przed powodzią. Są specjalne klapy, które zamykają się przed efektem tak zwanej cofki, by nie zalało terenu. Kiedy jednak zamknęły się klasy broniące przed dopływami, spiętrzyła się Soła i właśnie w Kobiernicach w pobliżu wałów były rozlewiska, ale były to minimalne podlania domów. Jednak twierdzę, że zadziałaliśmy sprawnie, dzięki czemu uniknęliśmy kolejnych strat.
Redakcja: Wielu usłyszało jednak, jak premier Donald Tusk mówił, że „spieprzyliście robotę…”
Czesław Bułka: Pan premier po rozmowie z tymi ludźmi, którzy na mnie narzekali mówił: „Ja wam wójta nie wybierałem, sami żeście go wybrali. Będą wybory, możecie sobie wójta zmienić”. Oczywiście jest demokracja, będą wybory i każdy może na wójta startować. I myślę, że przy okazji powodzi zaczyna się początek kampanii wyborczej do samorządu.
Redakcja: Nie zabolały pana te mocne słowa szefa rządu?
Czesław Bułka: Ja jestem przyzwyczajony do tego, że rzadko słyszę słowo dziękuję. Przeważnie każdy ma jakieś pretensje, ale to jest normalne. Te słowa zabolały kogo innego – tych ludzi, którzy tam pracowali, przez całą dobę na okrągło. Strażaków z Ochotniczych Straży Pożarnych. Oni dawali z siebie wszystko, ciężko pracowali, a potem poczuli się tak, jakby ktoś uderzył ich w twarz. Pracowało ponad 200 strażaków. Oni to odczuli jako potwarz. Akurat w Kobiernicach mamy jedną z najlepszych straży pożarnych w Polsce. Robili wszystko co w ich mocy, by ratować ludzkie mienie i życie, a zostali potraktowani, jak banda nierobów. Spotkałem się z nimi, porozmawiałem, podziękowałem za trud i powiedziałem by się tym zupełnie nie przejmowali. Zresztą to są prawdziwi pasjonaci, oni to robią nie dla chwały czy splendoru, lecz dlatego, że są prawdziwymi społecznikami. Więc gadanie kogokolwiek ich zupełnie nie przeraża. Jednak zadra w sercu pozostała.
Redakcja: Czy można już wstępnie policzyć straty po powodzi?
Czesław Bułka: Nasze komisje ruszyły w teren. Nie było jeszcze spotkania podsumowującego. Od poniedziałku szacujemy mienie gminne. W pierwszej kolejności chcieliśmy wspomóc tych, którzy potrzebowali zapomogi w związku ze szkodami wyrządzonymi przez powódź. Pierwsze pieniądze wydajemy ze środków gminnych. Potem będziemy liczyć na środki z zewnątrz. Premier obiecał, że nikt nie zostanie pozbawiony bez opieki. Liczymy na to, że tak się stanie i że te pieniądze spłyną. Myślę, że wstępnie można liczyć nawet do 10 milionów złotych. To jednak może się zmienić, gdy przeprowadzone zostaną szczegółowe analizy.
Redakcja: Kiedy będzie można oszacować wszystkie straty i powiedzieć, że tegoroczna akcja usuwania skutków powodzi jest już za wami?
Czesław Bułka: Straty będzie można opracować do końca tego tygodnia, ale o zakończeniu akcji można mówić, kiedy zlikwiduje się wszystkie straty spowodowane przez powódź. A w tej chwili jeszcze borykamy się ze skutkami powodzi z 2005 roku.
Redakcja: Czy dało się zapobiec powodzi, na przykład poprzez budowę zbiorników małej retencji?
Czesław Bułka: Zbiorniki małej retencji byłyby bardzo wskazane na tym terenie. Pierwsza fala, która na ogół niszczy wszystko co znajduje na swej drodze, zostałaby przejęta przez zbiorniki małej retencji i spowodowałoby to wyhamowanie impetu i wolniejszy przepływ wód. Te straty pewnie udałoby się zminimalizować. Oczywiście nie obyłoby się w ogóle bez strat, ale z pewnością byłyby mniejsze niż są obecnie.
Redakcja: Dzisiaj opozycja oskarża rząd o zaniedbania. A pańskim zdaniem, czy ktokolwiek z prawa czy z lewa robił cokolwiek by zapobiegać powodziom?
Czesław Bułka: U nas za wszystkie te bardzo poważne sprawy, czyli gospodarowanie kaskadą rzeki Soły jest odpowiedzialny Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej. Ja wójtem jestem od 12 lat i pewne tematy drążę… od samego początku. Tam jest totalny zastój, nihilizm, na nic nie ma pieniędzy. My sygnalizujemy, że na jakimś potoku powstała wyrwa i konieczne jest zabezpieczenie, które kosztowałoby 10 tysięcy złotych. Na to nie ma pieniędzy. Przychodzi jednak duża woda i wówczas straty spowodowane przez to, że wyrwa nie została naprawiono dochodzą do 300 tysięcy złotych. Wtedy naprawa jest już konieczna. Cały czas nie ma na nic. Dziś apelujemy, aby w Kobiernicach przed wałami zrobić zabezpieczenia tamowe albo nasypy skały kamiennej. W przeciwnym razie następny przypływ wody rozbierze te wały, bo pod wałami jest teren żwirowy. Woda to wszystko wymywa. Jak podmyje, wał się wywróci i wszystkie budynki, które są za wałem zostaną zalane, a wtedy straty pójdą w grube miliony złotych.
źródło: www.super-nowa.pl
Redakcja: Panie Wójcie, która to już powódź w gminie Porąbka?
Czesław Bułka: Za czasów, kiedy jestem wójtem gminy Porąbka, czyli od niespełna 12 lat mieliśmy już sześć powodzi. Różne były skale tego zjawiska, bo raz były to gwałtowne opady miejscowe, innymi razy coś takiego, jak przeżywamy ostatnio, czyli spory kataklizm. Niestety, nasz teren jest bardzo narażony na powodzie. I zawsze po nich powstają ogromne straty finansowe na terenie gminy. Przeliczyłem, że w ciągu tej kadencji, na odbudowę i naprawy popowodziowe musieliśmy wydać jeden cały roczny budżet gminy. Ten budżet wynosi 34 miliony złotych, więc można sobie tylko wyobrazić, ile rzeczy można byłoby wybudować z tych środków na terenie gminy, gdyby nie niszczycielska siła wody. Musimy jednak robić wszystko, by to co zostało zniszczone przywracać do stanu użyteczności, a także dbać o to, by ograniczać skutki żywiołu na przyszłość. Nie możemy bowiem z założonymi rękoma czekać na to, co się zdarzy.
Redakcja: Mimo to nie brakuje głosów krytyki pod adresem władz gminy Porąbka. Dało się je słyszeć nawet w ogólnopolskich telewizjach, kiedy do gminy Porąbka po raz pierwszy przyjechał premier Donald Tusk.
Czesław Bułka: Odpowiem tak, w tej chwili część społeczeństwa jest dość dziwnie nastawiona do życia. Uważają, że im się wszystko należy. Wszystko im trzeba zrobić. Nawet przy powodzi, trzeba wszystko przynieść i zanieść. Część z tych „krytykantów” w trakcie powodzi nie przejmowała się tym, co się dzieje wokół nich, woleli w tym czasie udać się… do sklepu monopolowego. Tam ich widziano. Umieli za to pokazywać strażakom, gdzie trzeba układać worki, ale żaden z nich nie wziął do ręki łopaty, żaden nie nasypał piasku do worka. Nie wiedzieli nawet, że kawałek od nich zlokalizowany jest skład, gdzie były i worki i piasek, które potrzebne były do ratowania mienia. Akurat te osoby skorzystały z okazji, iż w naszej gminie przebywał premier i pojawili się dziennikarze. Wówczas publicznie pod moim adresem posypały się różne obelgi. Za to, że jest powódź, winnym oczywiście jest wójt. Że deszcz pada dwa tygodnie, też winny wójt. A tak naprawdę w budynkach tych, którzy tak bardzo narzekali woda nie przekroczyła 20 cm, zatem tym krzykaczom mogło zamoczyć co najwyżej… skarpetki. To, że nie było większej wody i gwałtownych podtopień to skutek tego, że na teren naszej gminy przywieziono dwie potężne pompy, które pracowały przez cały czas, aby wyciągać jak najwięcej wody. Ściągnięcie tych pomp było spowodowane faktem, iż na terenie Kobiernic są dwie potężne rozdzielnie wysokiego napięcia. One zaopatrują w prąd kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. Gdyby one zostały zalane, istniało realne zagrożenie, że te kilkadziesiąt tysięcy ludzi nie będzie mieć prądu przez dwa lub trzy tygodnie. W pierwszej kolejności ratowaliśmy więc przed zalaniem rozdzielnie, ale pompy posłużyły również ochronie wszystkich domostw. To, że były wylania było spowodowane przez działanie systemu zabezpieczeń przed powodzią. Są specjalne klapy, które zamykają się przed efektem tak zwanej cofki, by nie zalało terenu. Kiedy jednak zamknęły się klasy broniące przed dopływami, spiętrzyła się Soła i właśnie w Kobiernicach w pobliżu wałów były rozlewiska, ale były to minimalne podlania domów. Jednak twierdzę, że zadziałaliśmy sprawnie, dzięki czemu uniknęliśmy kolejnych strat.
Redakcja: Wielu usłyszało jednak, jak premier Donald Tusk mówił, że „spieprzyliście robotę…”
Czesław Bułka: Pan premier po rozmowie z tymi ludźmi, którzy na mnie narzekali mówił: „Ja wam wójta nie wybierałem, sami żeście go wybrali. Będą wybory, możecie sobie wójta zmienić”. Oczywiście jest demokracja, będą wybory i każdy może na wójta startować. I myślę, że przy okazji powodzi zaczyna się początek kampanii wyborczej do samorządu.
Redakcja: Nie zabolały pana te mocne słowa szefa rządu?
Czesław Bułka: Ja jestem przyzwyczajony do tego, że rzadko słyszę słowo dziękuję. Przeważnie każdy ma jakieś pretensje, ale to jest normalne. Te słowa zabolały kogo innego – tych ludzi, którzy tam pracowali, przez całą dobę na okrągło. Strażaków z Ochotniczych Straży Pożarnych. Oni dawali z siebie wszystko, ciężko pracowali, a potem poczuli się tak, jakby ktoś uderzył ich w twarz. Pracowało ponad 200 strażaków. Oni to odczuli jako potwarz. Akurat w Kobiernicach mamy jedną z najlepszych straży pożarnych w Polsce. Robili wszystko co w ich mocy, by ratować ludzkie mienie i życie, a zostali potraktowani, jak banda nierobów. Spotkałem się z nimi, porozmawiałem, podziękowałem za trud i powiedziałem by się tym zupełnie nie przejmowali. Zresztą to są prawdziwi pasjonaci, oni to robią nie dla chwały czy splendoru, lecz dlatego, że są prawdziwymi społecznikami. Więc gadanie kogokolwiek ich zupełnie nie przeraża. Jednak zadra w sercu pozostała.
Redakcja: Czy można już wstępnie policzyć straty po powodzi?
Czesław Bułka: Nasze komisje ruszyły w teren. Nie było jeszcze spotkania podsumowującego. Od poniedziałku szacujemy mienie gminne. W pierwszej kolejności chcieliśmy wspomóc tych, którzy potrzebowali zapomogi w związku ze szkodami wyrządzonymi przez powódź. Pierwsze pieniądze wydajemy ze środków gminnych. Potem będziemy liczyć na środki z zewnątrz. Premier obiecał, że nikt nie zostanie pozbawiony bez opieki. Liczymy na to, że tak się stanie i że te pieniądze spłyną. Myślę, że wstępnie można liczyć nawet do 10 milionów złotych. To jednak może się zmienić, gdy przeprowadzone zostaną szczegółowe analizy.
Redakcja: Kiedy będzie można oszacować wszystkie straty i powiedzieć, że tegoroczna akcja usuwania skutków powodzi jest już za wami?
Czesław Bułka: Straty będzie można opracować do końca tego tygodnia, ale o zakończeniu akcji można mówić, kiedy zlikwiduje się wszystkie straty spowodowane przez powódź. A w tej chwili jeszcze borykamy się ze skutkami powodzi z 2005 roku.
Redakcja: Czy dało się zapobiec powodzi, na przykład poprzez budowę zbiorników małej retencji?
Czesław Bułka: Zbiorniki małej retencji byłyby bardzo wskazane na tym terenie. Pierwsza fala, która na ogół niszczy wszystko co znajduje na swej drodze, zostałaby przejęta przez zbiorniki małej retencji i spowodowałoby to wyhamowanie impetu i wolniejszy przepływ wód. Te straty pewnie udałoby się zminimalizować. Oczywiście nie obyłoby się w ogóle bez strat, ale z pewnością byłyby mniejsze niż są obecnie.
Redakcja: Dzisiaj opozycja oskarża rząd o zaniedbania. A pańskim zdaniem, czy ktokolwiek z prawa czy z lewa robił cokolwiek by zapobiegać powodziom?
Czesław Bułka: U nas za wszystkie te bardzo poważne sprawy, czyli gospodarowanie kaskadą rzeki Soły jest odpowiedzialny Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej. Ja wójtem jestem od 12 lat i pewne tematy drążę… od samego początku. Tam jest totalny zastój, nihilizm, na nic nie ma pieniędzy. My sygnalizujemy, że na jakimś potoku powstała wyrwa i konieczne jest zabezpieczenie, które kosztowałoby 10 tysięcy złotych. Na to nie ma pieniędzy. Przychodzi jednak duża woda i wówczas straty spowodowane przez to, że wyrwa nie została naprawiono dochodzą do 300 tysięcy złotych. Wtedy naprawa jest już konieczna. Cały czas nie ma na nic. Dziś apelujemy, aby w Kobiernicach przed wałami zrobić zabezpieczenia tamowe albo nasypy skały kamiennej. W przeciwnym razie następny przypływ wody rozbierze te wały, bo pod wałami jest teren żwirowy. Woda to wszystko wymywa. Jak podmyje, wał się wywróci i wszystkie budynki, które są za wałem zostaną zalane, a wtedy straty pójdą w grube miliony złotych.
źródło: www.super-nowa.pl
| « poprzednia | następna » |
|---|
Towarzystwo
Logowanie
Imieniny
Dzisiaj : Hieronima Sebastiana
Jutro : Apoliny Eryki Cyryla
Pojutrze : Elwiry Jacka
Jutro : Apoliny Eryki Cyryla
Pojutrze : Elwiry Jacka
Komunikacja
Na forum
-
- Czy opieka społeczna w porąbce dobrze działa??
- W Moja Porąbka
- Ostatni post przez viperrs
Stare fotografie
Pogoda
Gościmy






![]() | Dziś | 399 |
![]() | Wczoraj | 640 |
![]() | W tym tygodniu | 1692 |
![]() | W zeszłym tygodniu | 3512 |
![]() | W tym miesiącu | 4266 |
![]() | W zeszłym miesiącu | 19593 |
![]() | Wszystkie | 271354 |
Online (w ciągu 20 minut): 16
Twoje IP: 38.107.179.240
dzisiaj jest: 08 Lut, 2012
Twoje IP: 38.107.179.240
dzisiaj jest: 08 Lut, 2012











